publikacje IPP

Kto się nas boi w Unii?

DATA OPUBLIKOWANIA: 2005-04-04

Niechęć do uwolnienia europejskiego rynku usług to przejaw protekcjonizmu, który Unii bardziej zaszkodzi, niż pomoże.

Stare flamandzkie przysłowie mówi, że perły tylko wtedy są skarbem, gdy połączy się je w sznur. Europejscy politycy wciąż zdają się tego nie rozumieć. Wolą dzielić unijny rynek usług na małe, zazdrośnie strzeżone narodowe kawałki, niż zadbać o międzynarodową konkurencyjność europejskiej gospodarki. Zgodnie z unijnymi traktatami wspólny rynek pozostaje więc otwarty - ale tylko pozornie. Poszczególne państwa poprzez wewnętrzne regulacje utrudniają lub wręcz uniemożliwiają zagranicznym przedsiębiorcom świadczenie usług na ich terenie. Narzucają im uciążliwe i czasochłonne procedury rejestracyjne. Mnożą przeszkody administracyjne. Wszystkie te obowiązki dla przedsiębiorców oznaczają dodatkowe koszty i stratę czasu. Dlatego ich zniesienie leży w interesie zarówno firm niemieckich, francuskich, jak i polskich. Stąd pomysł dyrektywy, która miałaby ułatwić życie przedsiębiorcom, a w konsekwencji zwiększyć konkurencyjność na wspólnym rynku. Niestety. Larum podniosły związki zawodowe i organizacje społeczne. Ich zdaniem dyrektywa spowoduje, że firmy z nowych krajów Unii będą zatrudniać polskich, litewskich czy słowackich pracowników, ignorując miejscowe przepisy. Spowoduje to wzrost bezrobocia i nagminne łamanie obowiązującego w starej Unii prawa pracy i układów zbiorowych - podstawowych zdobyczy socjalnych pracowników w bogatych krajach.

Tomasz Major. Autor jest przewodniczącym Komisji Human Ressources w Polsko-Niemieckiej Izbie Przemysłowo-Handlowej